Stawianie baniek – terapia stara jak świat i właściwie znana przez wszystkich, ale nadal owiana pewną tajemnicą. Nikt nie zaprzeczy, że leczenie bańkami pomaga w zwalczaniu wielu chorób. Jednak na czym dokładnie polega ich działanie, orientuje się znikomy procent ludzi.
Dlatego codziennie, zalecając moim pacjentom bańki, odpowiadam wielokrotnie na pytanie: czy bańki bezogniowe, które są dostępne w każdej aptece i bardzo łatwe w użyciu, są równie skuteczne jak bańki ogniowe? Odpowiedź jest prosta: tak! Ponieważ istotą działania baniek jest wytworzenie w jej wnętrzu podciśnienia, dzięki któremu dochodzi do zassania skóry i tkanki podskórnej. Nie ma więc znaczenia, w jaki sposób to podciśnienie uzyskamy – czy poprzez ogrzanie powietrza płomieniem, czy poprzez wyssanie go przy pomocy specjalnej pompki.
Równie częste pytanie: czy można zamiennie stosować gumowe bańki chińskie?
Właściwie nie ma przeciwwskazań – tam podciśnienie wytwarzamy poprzez ściśnięcie bańki. Jednak nie możemy wtedy dokładnie kontrolować grubości wessanej skóry i tkanki podskórnej, tak jak to robimy
w przypadku stosowania baniek szklanych. Szczególnie precyzyjne są te bezogniowe, z nowoczesną pompką, która pozwala na dokładną kontrolę wytworzonego w bańce podciśnienia.
Kolejne częste pytanie to: czy to, że u jednej osoby „ślady” po postawieniu baniek są ciemno
bordowe, a u drugiej ledwie widoczne, świadczy o ciężkości choroby?
U podstaw tego pytania leży ludowy przekaz, który mówi, że bańki „wysysają złą krew” lub „wyciągają z ciała chorobę”. I tutaj przyszedł czas na naukowe wyjaśnienie zasady działania terapii próżniowej: wciągnięcie skóry i tkanki podskórnej do wnętrza bańki powoduje pęknięcie drobnych naczyń krwionośnych i wydostanie się poza nie pewnej ilości krwi, tworząc widoczny krwiak. Ta krew odbierana jest przez system obronny organizmu jako „ciało obce” i staje się silnym bodźcem do wytworzenia dużej ilości przeciwciał odpornościowych. Przygotowane są one do walki z
wrogiem, napotkawszy jedynie własną krew, kierują swoje siły przeciwko chorobie. To jest właśnie istota autohemoterapii czyli nieswoistej autoszczepionki.
To wyjaśnienie pozwala zrozumieć, że na intensywność koloru krwiaka po bańce ma wpływ tylko prawidłowe jej postawienie oraz ewentualnie osobniczo zmienna elastyczność naczyń krwionośnych. Zgodzę się jednak ze stwierdzeniem, że ich kruchość może wzrastać w różnych chorobach.
Może właśnie ze względu na tak małą wiedzę o terapii próżniowej i autohemoterapii, metoda ta była odsądzana od czci i wiary w latach 70- i 80-tych ubiegłego wieku. Na szczęście, gdy ja zaczynałam swoją karierę lekarską w pierwszej połowie lat 90-tych, terapia bańkami zaczęła wracać do łask.
Bardzo często, w Oddziale Dziecięcym, gdzie pracowałam robiąc swoją pierwszą specjalizację, zlecaliśmy stawianie baniek dzieciom z trudno leczącymi się zapaleniami oskrzeli i płuc. Wtedy używaliśmy – jedynie dostępnych – baniek ogniowych. Pojawienie się baniek bezogniowych powitaliśmy jak zbawienie.
Wreszcie przestaliśmy się bać o poparzenie dzieci. Ponadto, zaostrzające się wciąż przepisy sanitarne nie pozwalały na używanie otwartego ognia w lecznictwie zamkniętym.
Muszę przyznać, że zazwyczaj łatwiej mi przekonać do korzystania z baniek bezogniowych ludzi młodych. Starsi, przyzwyczajeni od lat do stosowania baniek ogniowych, często uważają, że są one lepsze w działaniu. To tak jak ze stosowaniem pieluch tetrowych i pieluszek jednorazowych – z bliżej nieznanych przyczyn nasze Mamy i Babcie uważają, że tetrowe ciągle prane i wielogodzinnie prasowane są lepsze. Wszystkie Młode Mamy wiedzą, że pieluchy jednorazowe pozwalają zaoszczędzić mnóstwo brakującego przy małym dziecku czasu. Ponadto, w dobie potwornie drogiej energii elektrycznej, wody i detergentów, pozwalają na duże oszczędności w budżecie domowym.
Proszę mi wierzyć – raz nabyte bańki bezogniowe będą dobrze służyły rodzinie przez całe życie.
lekarz medycyny IZABELA MICHNIEWSKA
Pediatra
Specjalista Medycyny Rodzinnej
Czy po postawieniu Baniek bezogniowych trzeba siedzieć w domu, tak jak po tradycyjnych bankach i jak długo?
Nie ma obowiązku zostania w domu, chyba że jest się przeziębionym – wtedy się nie wychodzi na zewnątrz. W najnowszym wpisie na blogu, wspominamy o tym.
ostatnio byłem w klubie New Deep czy jakoś tak, i zaskoczony podobieństwem kiliszków do baniek zobaczyłem napis MED PLUS. Teraz trafiłem na wszą stronę przepraszam ale musiałem się pochwalić tym ochydnym przeżyciem.